|
Start | Plany wypraw | Ogłoszenia | Archiwum | Forum | Linki | Kontakt |
|
|
Sekcje: górska | wysokogórska | narciarska | kolarska | kajakowa |
|
|
Archiwum górskie wysokogórskie narciarskie rowerowe kajakowe chronologicznie: rok 2010 rok 2009 rok 2008 rok 2007 rok 2006 rok 2005 rok 2004 rok 2003 rok 2002 rok 2001 lata 1997-2000 |
ARCHIWUM 200512.2005- GiLwester w Beskidach. Jak zwykle wrażeń co niemiara, przysłowiowe "niech żałuje kto nie był" jak najbardziej na miejscu! W pamięci pozostanie świetna zabawa oraz sympatyczni i życzliwi państwo gospodarze, lekko tylko skonsternowani mniej niż zwykle typowym pszenno-buraczanym towarzystwem... Jednak przede wszystkim samo towarzystwo, uczestnicy znani i lubiani, niektórzy z dalekich (zamorskich? zarzecznych?) krain, a także nowi - tak sympatyczni, których mamy nadzieję zobaczymy jeszcze nie raz, oraz, last but not least, bogaty program turystyczno-sportowy, dzięki któremu grono narciarskiej braci powiększyło się o tak zacny skład narybku, kształconego pod czujnym okiem Ojca Przełożonego... Eh, eh, aż łezka się w oku kręci, że to już koniec... Dobrze że choć można obejrzeć zdjęcia, no i liczyć dni do kolejnego wspólnego wyjazdu!12.2005- WiGiLia w Bieszczadach11.2005- Bieszczady. Zgłębialiśmy ścieżki Połoniny Wetlińskiej wzdłuż i wszerz, słuchając ryków jelenich i podziwiając kolory jesieni. Niezapomniana rodzinna atmosfera zagubionego w dzikiej dolinie schroniska. Śpiewanie i długie jesienne rozmowy. I parę wizyt w różnych miejscach drogi powrotnej z Malą Rawką włącznie.10.2005- Białe Karpaty. Gościliśmy u naszych kolegów z Czech i Słowacji wśród pięknych skał Białych Karpat. Brataliśmy się na wspólnych spacerach i przy zastawionym stole. U nich to już wieloletnia tradycja - miło dołączyć do grupy wyszehradzkiej.09.2005- W piątek wieczór zapadła spontaniczna decyzja, że zamiast na Policę jedziemy na Turbacz. I choc było nas niewielu, to wycieczka była bardzo udana. Piękna pogoda i cudne widoki zrekompensowały nam trudy wspinaczki. W niedzielę podziwialiśmy widoki na Tatry z Łapsowej Polany.08.2005- Góry Stołowe - pasmo niewielkie, a i tak za duże jak na weekendową wycieczkę. Zdążyliśmy nacieszyć się urokami Skalnych Grzybów, Szczelińca Wielkiego i Broumovskich Sten. Po drodze wstąpiliśmy, bo jakżeby inaczej, do sanktuarium w Wambierzycach. Upatrzone w Internecie pole namiotowe po czeskiej stronie okazało się być w całości zajęte przez obóz dziecięcy, ale uratowali nas działający w pobliżu od niedawna przemili Holendrzy. Nie zabrakło również zwiedzania Wrocławia, nie mówiąc o clubbingu :). W przyszłym roku myślimy już o powtórce z rozrywki, może Adrspassko-Teplicke Skały?08.2005- Gorce Wschodnie. Lubań. Na Lubań weszliśmy z Ochotnicy zbierając po drodze grzyby. Nocleg mieliśmy w bazie namiotowej na Lubaniu (a był to ostatni weekend działania bazy w tym sezonie). W niedziele zeszliśmy do Krościenka, a następnie udaliśmy się do Szczawnicy.07.2005- Spływ kajakowy Drawą. Początek był trudny, ale już po paru dniach nikt nie wypuszczał wiosła z ręki. Spływ rozpoczęliśmy nad jeziorem Lubie w okolicach Drawska Pomorskiego. Już następnego dnia zaliczyliśmy poligon wojskowy. Pomimo braku przeszkolenia, obyło się bez ofiar:). Dlatego dalsza trasa była dla nas pestką. Konary drzew, meandry rzeki czy miejscami silniejszy prąd nie były nam straszne. Płynąc kajakami podziwialiśmy piękno Drawieńskiego Parku Narodowego, a zwłaszcza urodę samej rzeki, która każdego dnia pokazywała inne oblicze. Mieliśmy okazję skosztować kiełbasy domowej roboty podanej prosto z ... trabanta, przeżyć burzę w środku lasu, przenocować żabę w namiocie, zamienić kajak w łódź podwodną i wytrzymać ze sobą całe 9 dni:) a niektórzy nawet dłużej, kontynując dalej swój wypoczynek nad polskim morzem.07.2005- Jagody - Beskid Sądecki. Wycieczkę zaczęliśmy od wyżerki na polanie pod Kamiennym Groniem, po której wszyscy mieliśmy fioletowe usta, języki i ręce. Gdy już napełniliśmy brzuchy, drużyna ruszyła na podbój Wielkiego Rogacza i Radziejowej. Następnie udaliśmy się do doliny Małej Roztoki, z której przedzierając się przez dziewiczy las, kierując się mchem i pozycją słońca, dotarliśmy do chatki pod Trzeniowym Groniem. W niedzielę zwiedzaliśmy zamek w Starej Lubowni.06.2005- Velky Choc (Słowacja). Wśród ukwieconych łąk zdobyliśmy Wielki Chocz, odwiedziliśmy fantastyczny wodospad w Luczkach, a potem przeszliśmy Dolinę Prosiecką. Nie zapomnieliśmy też o skosztowaniu specjałów słowackiej kuchni.05.2005- Mała Fatra (Słowacja)04/05.2005- Na początku maja wyprawiliśmy się do Krainy drabinek, łańcuchów, schodków i klamer, czyli Słowackiego Raju. W pierwszy dzień mieliśmy możliwość rozciagnąć kości w Suchej Beli, gdzie w wąskim wąwozie trzeba było się trochę nagimnastykować. Jednak dla zapalonych górskich piechurów, drabinki i łańcuchy nie stanowiły żadnego utrudnienia. W drugi dzień podziwialiśmy, momentami z zawieszonych na skałach kładek, malowniczy Prielom Hornadu. Na miejsce noclegu wróciliśmy przez Klastorisko, a co poniektórzy pod prąd Suchą Belą. Trzeci dzień był najbardziej ekstremalny. Umiejętności akrobatycznych wymagało przejście przez Velky Sokol, gdzie było mnóstwo pozwalanych konarów drzew, wodospadów z drabinkami i turystycznej "stonki". W ostatni dzień wynagrodziliśmy sobie wysiłek z poprzednich dni, mocząc ciała w gorących źródłach w Popradzie:-)03.2005- GiLkanoc. Tym razem swiętowaliśmy w dolinkach podkrakowskich Jury. Słońce było łaskawe, a i kilometrów zrobiliśmy sporo. Wiosna została oficjalnie otwarta.03.2005- Masyw Ślęży - niech żałuje kto nie był - jak to się zwykło mówić w takich okolicznościach, ale tym razem to absolutna prawda :-) Śniegi dopisały, rzeźby kultowe stały jak się patrzy dzielnie na straży, a nieustraszone posiłki z Wrocławia stanęły na wysokości zadania i dotarły na miejsce (cóż że liczba mnoga nie do końca jest uprawniona, liczy się jakość, a nie ilość) - jedyny zgrzyt to schronisko na Ślężańskim wierchu, ale o zgrzytach nie warto chyba mówić...03.2005- Pogórze. Pogoda nie starała się nas zachęcić na wypad w góry, więc wybraliśmy opcję lesersko-samochodową :-) Z Krakowa ruszyliśmy do najbliższego miasta na wschodzie, które okazało się być Bochnią. Nie zamierzaliśmy tam zabawić długo, ale rzeczywistość kazała nam spokornieć. Zdumiało nas bogactwo kościoła, powitał Kazimierz Wielki na rynku, a trzy godziny spędzone pod ziemią we wspaniałej kopalni soli to była już uczta. Podróż podziemną kolejką, zjazd po bardzo długiej poręczy (150 m) i możliwość rozegrania meczu piłkarskiego - po prostu nas rozłożyły. Nie na długo, bo popędziliśmy do sąsiedniego Nowego Wiśnicza z pięknym renesansowym zamkiem, ratuszem i niewielkim muzeum, nawet więzienie odwiedziliśmy na wzgórzu. Na szczęście nie zostaliśmy zaproszeni do środka na dłuzej... A po powrocie do późnej nocy walczyliśmy na planszy zmieniając losy świata...01.2005- Sezon rozpoczęliśmy w Beskidzie Żywieckim. Plan - zdobycie Wielkiej Raczy. To była pestka, po półtoragodzinnym spacerku góra została zdobyta. W schronisku wrzuciliśmy coś ciepłego na ruszt, a potem, aby rozprostować nogi, wyskoczyliśmy na krótki spacerek w kierunku przełęczy Przegibek. Szlak był nieprzetarty, ale bez plecaków szło się całkiem nieźle. Następnego dnia zeszliśmy na słowacką stronę, aby sprawdzić pobliski wyciąg narciarski. Totalne zaskoczenie - kilka wyciagów, kilkanaście dobrze przygotowanych tras zjazdowych, sprawna obsługa, tak że nawet w weekend nie robiły się duże kolejki. Polecamy. Wróciliśmy z powrotem do schroniska po plecaki i następnie zeszliśmy na dół. Przez cały czas wyjazdu towarzyszyła nam świetna pogoda i przepiękne widoki. Dobrze zaczął się ten rok :-))01.2005- Jazda na nartach na stokach Pilska.
|
| poleć nas znajomym | dodaj do ulubionych | startuj z GiLem! | zamów informację | poinformuj o linku | |