|
Start | Plany wypraw | Ogłoszenia | Archiwum | Forum | Linki | Kontakt |
|
|
Sekcje: górska | wysokogórska | narciarska | kolarska | kajakowa |
|
|
Archiwum górskie wysokogórskie narciarskie rowerowe kajakowe chronologicznie: rok 2010 rok 2009 rok 2008 rok 2007 rok 2006 rok 2005 rok 2004 rok 2003 rok 2002 rok 2001 lata 1997-2000 |
ARCHIWUM 200412.2004- GiLwester w Beskidach. Dwie doby znakomitej imprezy. Długo będą szumieć w uszach piosenki serwowane przez niezawodnego DJ. Pozostaną w pamięci kręcące się w rytm tanga-przytulanga i diska-zwariowiska roztańczone ciała ;-) A wszystko pod czujnym okiem Konińskiej Bogini Płodności spowitej symboliką maryjną i bajecznym kalejdoskopem kosmopolitycznego badziewia. Zdobycie Starych Wierchów i Kudłonia, podchody na Turbacz z każdej możliwej strony, czy pogromienie Doliny Lepietnicy tylko chłodziło rozgrzane ciała i umysły rozpalone węgierskim undergroundem. A to wszystko dzięki rozentuzjazmowanym uczestnikom :-)) Cyt cyt ola oliZdjęcia: 12.2004- Staropolskim zwyczajem w malowniczej chacie w Beskidzie Żywieckim WiGiLia się odbyła. Zima tego roku śniegu poskąpiła, ale róg obfitości w jadalni się wysypał. Grubo ciosany stół pod mnogością jedzenia się uginał. Czegóż tam nie było: kluski z makiem, zapiekane pierogi kminkiem sypane, ryba na modłę grecką przyrządzona, barszcz z uszkami, pierniki, placki i inne ciasta wszelakie. Gdy biesiadnicy swój głód zaspokoili, oczy swe na ekran skierowali, zdjęcia przepiękne podziwiając. Potem natchnienia doznawszy, plany na przyszły rok kreślić poczęli, inwencją i przedsiębiorczością niebywałą się przy tym wykazując. Dnia następnego uroczystym śniadaniem wyjazd zakończono. Za liczne przybycie wszystkim dziękujemy, w tym szczególnie kolegom Słowakom, którzy zza południowej granicy do nas dołączyli.11.2004- Gorce - "Turbacz". W sobotę, pierwszego dnia wycieczki, pomimo piątkowych wichur, śnieżyc i powalonych drzew, jedenastu najdzielniejszych z dzielnych GiLowców przedarło się przez zaspy aby zdobyć Turbacz. Wychodziliśmy z miejscowości Lasek najpierw czarnym, a później żółtym szlakiem. Wieczorem, jak to już mamy w zwyczaju, spędziliśmy miło czas w swoim towarzystwie. W niedzielę urządziliśmy sobie zejście na orientację i wyznaczyliśmy w śniegu nowy szlak z Turbacza do Rabki. Całość wycieczki jak zwykle podsumowaliśmy wspólnym obiadem, na którym "rada rejsu" podjęła decyzję o organizacji Sylwestra.10.2004- Beskid Mały. Początek był deszczowy, ale potem jesień się rozchmurzyła i pokazała swoje wdzięki. Trochę skorygowalicmy trasę i było dobrze. Na wspaniale widokowy Żar wjechaliśmy nową kolejką. Zdobyliśmy najwyższy szczyt Beskidu Małego, ale panoramy z Magurki były zdecydowanie ciekawsze.09.2004- Pożegnanie lata (Tatry Zachodnie). Sezon żegnaliśmy przy letnio-zimowej pogodzie - śniegu miejscami było po kolana, ale czasem przygrzewało prawie jak w środku lata. W sobotę weszliśmy przez Grzesia na Wołowiec, a w niedzielę przez Trzydniowiański Wierch na Starorobociański.09.2004- Kotlina Kłodzka. Tym razem użyliśmy samochodów, bo dojazd w Kotlinę Kłodzką nieprosty. Odwiedziliśmy podziemia - kopalnię złota i arsenu oraz najwspanialszą polską jaskinię - Niedźwiedzią i jej tajemniczą siostrę - Radochowską. Pochodziliśmy tez po z lekka jesiennych Górach Złotych.08/09.2004- Wyprawa w dalekie Karpaty Rumuńskie udała się w pełni. Silna ekipa pozwoliła na spore tempo, a znakomita pogoda umożliwiła nie tylko przejście szmatu drogi, ale przede wszystkim nagrodziła nas wspaniałymi bezkresnymi górskimi panoramami tego rejonu Europy. Zdobyliśmy najwyższy szczyt Karpat Wschodnich - Pietrosula w Górach Rodniańskich, zwiedziliśmy też kilka okolicznych pasm górskich i malowane cerkiewki Bukowiny. Miłym akcentem było spotkanie z liderem grupy eGstreme, który wraz ze swoją połową wybierał się w dalsze rejony Rumunii. Atrakcją był też dojazd przez Ukrainę i powrót koleją przez Węgry i Słowację. Dopiero wtedy można porównać różne kraje...08.2004- Obóz kajakowy Rospuda. Piękna i dzika rzeka Suwalszczyzny, szlak niedługi, ale satysfakcjonujący, bo zmienność krajobrazu olbrzymia - raz leniwa, raz wartka, raz szeroka, raz trzeba się przeciskać między trzcinami, raz prosta, a raz meandrująca do upojenia... No i jeziora z czystą wodą, wspaniałe do kąpieli! Dziewczyny - dzięki za przyjazd!08.2004- Beskid Żywiecki "Kilimandżaro". Pierwszego dnia wycieczki Babia Góra była dla nas łaskawa i pomimo porannego deszczu pozwoliła wejść Percią Akademików na swój szczyt i nawet podziwiać widoki. Diablak poskromiło 9 klubowiczów. Niezapomnianym przeżyciem pozostanie zapewne nocleg w garażu na Markowych Szczawinach. Drugiego dnia wycieczki przedzierając się przez mgłę i walcząc z porwistym wiatrem 8 walecznych klubowiczów zdobyło Cyl (Małą Babią Górę).08.2004- W sierpniu dzielna drużyna GiLa postanowiła zdobyć Sławkowski Szczyt w Tatrach Słowackich. Sobotnim rankiem, ścigając się z czasem i wyścigiem kolarskim, dotarła do Starego Smokowca, z którego wyruszyła w ponadtuzinowym orszaku. Wyprawa na Sławkowski Szczyt zmusiła drużynę do uruchomienia wyobraźni, aby móc zobaczyć, co znajduje się za gęstą pieżyną chmur. Nie zniechęciło to chłopaków - cel został osiągnięty (co wynagrodziła sobie czereda złocistym napojem z pianką w Tatrzańskiej Łomnicy). W niedzielę doszło do bolesnego rozdzielenia. Podgrupy soft penetrowały Jaskinię Bielską lub kąpały się w ciepłych źródełkach słowackiego Vrbova, a hard-GiL zdecydował się na przemarsz przez Dolinę Białej Wody Kieżmarskiej krzepiąc się widokami na Belianskie i Wysoke Tatry.07.2004- Obóz kolarski "Zielone Płuca Polski". Pooddychaliśmy sobie świeżym powietrzem Podlasia i Białostocczyzny, wędrując drożami i bezdrożami i zwiedzając wszystko co się da. Odwiedziliśmy trzy parki narodowe - Narwiański, Biebrzański i Wigierski. Zauroczył nas atmosferą Tykocin, refleksją smutna Treblinka, a pogodą uraczyły augustowskie jeziora...07.2004- Beskid Sądecki "NA JAGODY". Tym razem 17 dzielnych GiLowców na dwa dni przeistoczyło się w Czarnych Górali. W sobotę zdobyliśmy szturmem Piwniczną, wbiegliśmy do Bacówki nad Wierchomlą, by zaraz poczołgać się na Jaworzynę Krynicką. Wieczorem tradycyjnie rozsiedliśmy się przy ognisku miętosząc w dłoniach kiełbaski. W niedzielę błyskawicznie przemieściliśmy się na Kosarzyska, gdzie zaprawiona w bojach ekipa lekko i bez wysiłku wdrapała się stromym zboczem do bacówki pod Niemcową oraz osiągnęła cel wyjazdu... plantację borówek na polance pod Kamiennym Groniem.07.2004- "Trzy Przełęcze" (Tatry Słowackie). Ciekawe jak zamawia się pogodę...? Nie padało nawet przez chwilę, za to słońca i... śniegu było pod dostatkiem. Ośmiu uczestników, dwa dni i trzy przełęcze. Kwestia, która dolina jest ładniejsza (Javorova, czy Bielovodska) pozostaje nierozstrzygnięta. Javorova poszła na pierwszy ogień, finał na Przełęczy Lodowej zwanej Sedielkiem. Znaleźli się tacy, którym Lodowa nie wystarczyła i... - nie sądzicie chyba, że GiL łamie przepisy TANAP-u? :) W każdym razie panoramka z Malego Ladovego (Lodowa Kopa) była naprawdę tego warta ;). Wieczorem w specyficzny sposób powitała nas Chata Teryho w osobie specyficznego chatara. Kto był ten wie. Niewiele się w chacie Teryho zmienia... aczkolwiek... rano chatar pożegnał nas tak ciepło, że przez chwilę pomyślałem sobie, że pomyliliśmy chaty :). Noc minęła "unplugged". Priecne Sedlo, czyli Czerwona Ławka próbowała niektórych postraszyć śniegiem, ale jej sie nie udało. Zbójnicką już odbudowali i wygląda naprawdę jak stara Zbójnicka. Z Priełomu (tzn. Ru, przepraszam Rohatki) można było nawet zjechać na nartach, o czym wszystkich przekonał pewien starszy pan. Niestety trafiliśmy na słowacki "długi weekend" i na Priełomie można było doświadczyć "korków na łańcuchach". Na szczęście doliny Javorova i Bielovodska są zbyt długie i (prawie) nikomu nie chce się po nich chodzić. No właśnie... doszliśmy do sedna sprawy - ja głosuję za Bielovodską!06.2004- Beskid Żywiecki "K2". Na tej wycieczce 11 dzielnych GiLowców zdobyło K2 Beskidu Żywieckiego (Pilsko). Spaliśmy na Hali Rysianka, gdzie przy ognisku i kiełbaskach zostaliśmy posądzeni o ucieczkę z seminarium :) Po drodze weszliśmy też między innymi na Romankę i Trzy Kopce oraz pożegnaliśmy stare schronisko na Hali Miziowej (ostatni weekend przed wyburzeniem).06.2004- Weekend na rowerach w Beskidzie Niskim. Wyjazd okazał się bardziej eGstremalny niż w początkowych założeniach. 200 km po beskidzkich bezdrożach, górach, błotach i potokach zrobiło swoje. Ostatecznie trasa wyglądała tak: Stróże - Gródek (ehhh - ten zjazd) - Ropa - Izby - (pierwsze błota) - Ropki (domowe ciasto z herbatą) - Wysowa (knedle ze śliwkami i podpiwek - mniam...) - Blechnarka - (egstremalny błotny zjazd) - Regetów - Gładyszów - Konieczna (znowu burza) - Radocyna (maly wypadek - 0% strat :) - Nieznajowa (rulez forever! a szczególnie te 5 brodów przez strumienie :) - Świątkowa - Krempna (po ciemku już) - Huta Polańska (usnęliśmy na stojąco) - Ciechania (poranek tutaj to coś niesamowitego) - Ożenna - Nieznajowa (można się opalać i opalać) - Wołowiec (kolejne błota i brody) - Banica (uff, nareszcie) - Małastów - Gorlice - stąd 2/3 brygady pojechało autobusem do Stróż (hmm, a może Stróży) zakładając się o (...) z 1/3 brygady (czyli ze mną), że dojadę tam rowerem w godzinę. Przegrałem. Dojechałem w 70 min. (autobus PKS jedzie 40 min.). Ale za to w burzy! Nie sposób nie wspomnieć o tym co było tłem do tej przygody: o pięknych drewnianych cerkwiach, malowniczych przydrożnych kapliczkach, soczyście zielonych łąkach zacierających ślady po dawnych łemkowskich osadach.05.2004- Małe Pieniny. Wędrówki po Pieninach po stronie polskiej i słowackiej. Zdobyliśmy m. in. najwyższy szczyt Pienin - Wysokie Skałki i przeszliśmy przez wąwóz o wdzięcznej nazwie Wąwóz Homole ;-) Pogoda pozwoliła na podziwianie panoramy Tatr i Beskidów. Wyprawa dała też możliwość spróbowania miejscowych smakołyków: bundzu, oscypka, żentycy, no i piwa słowackiego.04.2004- Pogórze Ciężkowickie (Pasmo Brzanki i Liwocza). Na wyjeździe tym zdobyliśmy GiLową Górę! Pogoda tym razem też nie rozpieszczała, Góra GiLowa była zdobywana w pocie czoła, wśród mgieł i czasem w strugach deszczu, ale - czego się nie robi dla tak szczytnego celu! W niedzielę pogoda była lepsza i suchą stopą zwiedzaliśmy Skamieniałe Miasto koło Ciężkowic.03.2004- Góry Świętokrzyskie. I kolejny wyjazd mamy za sobą. Pogoda była kiepska, ale nie przeszkodziło to 14 zapaleńcom wybrać się w góry. Wyjazd był prawdziwie GiLowski, ponieważ wybrały się z nami także dziewczyny.01.2004- Wyprawa w Gorce Wschodnie - w prawdziwie zimowej szacie. W niedzielę amatorzy nart próbowali stoków w Kluszkowcach. Zdjęcia:
|
| poleć nas znajomym | dodaj do ulubionych | startuj z GiLem! | zamów informację | poinformuj o linku | |